czwartek, 4 lutego 2016

|04| Army.

Lullaby
– Może chcesz coś do picia? – spytałam, zerkając na Thomasa, który męczył się ze skręcaniem białego, drewnianego łóżeczka.
– Tak. I to co chcę, nazywa się Pepsi – odpowiedział, wkładając do ust śrubkę.
Uśmiechnęłam się i odłożyłam poskładane śpioszki do szafy, którą obydwoje złożyliśmy. Wyszłam z pokoju mojej córeczki. Ostrożnie schodziłam po schodach, podziwiając zdjęcia na ścianie, które niedawno zawiesiłam. Musiałam się czymś zająć i wywołałam naszą sesję ze ślubu w dużym, czarno-białym formacie. Fotografie powiesiłam na korytarzu, by każdy kto wchodzi na górę, mógł je zobaczyć. Na końcu zostawiłam kilka miejsc na zdjęcia naszej córeczki. Kiedy ostatnim razem byłam na wizycie, dowiedziałam się, co to za płeć. Musiałam. Obiecałam sobie, że będę czekać do ostatniej chwili, ale nie wytrzymałam. Tak bardzo chciałam już wiedzieć. Od razu z kliniki pojechałam do centrum handlowego. Chociaż nogi odmawiały mi posłuszeństwa, chodziłam po sklepie z dziecięcymi rzeczami, kupując malutkie, różowe ubranka. O akcesoria i meble zadbała moja mama. Dwa dni później w domu pojawiła się ekipa z całym zestawem.
– Babcia musi się do czegoś przydać – stwierdziła wtedy mama i ucałowała mnie w policzek. – Ach, i nie zapominajmy o wujku. Tom już nie może się doczekać, żeby złożyć meble.
Tak właśnie skończył mój brat. Od rana, choć to sobota, którą przeważnie poświęca na wyspanie się, siedzi w pokoju i studiuje instrukcje. Pomagałam mu z szafkami, ale łóżeczko wziął na klatę. Kochany dzieciak.
Weszłam do kuchni, gdzie mama robiła dla nas obiad. Zapach dotarł do moich nozdrzy i od razu zrobiłam się głodna. To naprawdę bardzo szybko działało. Przez dziewięć miesięcy zjadłam więcej niż przez rok. Malutka była wymagająca, a ja miałam nadzieję, że będzie zdrowa, kiedy się urodzi. Louis na pewno obserwuje nas z góry i również się cieszy. Chciałabym zobaczyć jego reakcje, gdy dowiedział się, że będzie miał córkę. Ciekawe, czy będzie do niego podobna? Jeśli tak, naprawdę nigdy o nim nie zapomnę. Teraz przestałam myśleć o tym, jak o tragedii. Przywykłam do sytuacji, która wcześniej bardzo mi ciążyła. Pewnego dnia obudziłam się z nadzieją w sercu i uwierzyłam, że może być lepiej. To sprawka mojego męża. Zaszczepił we mnie wiarę. Poświęcę się naszej córce, by miała wszystko, czego potrzebuje. Postaram się dać jej miłość za nas obydwoje.
– Lullaby? – Mama zerknęła na mnie, krojąc warzywa.
– Tak? – Sięgnęłam po szklankę z suszarki. Wyciągnęłam puszkę pepsi z lodówki i nalałam bratu gazowanego napoju.
– Dlaczego nie odwiedzasz grobu Louisa? – spytała.
Zacisnęłam palce na szklance i powoli odwróciłam się do mamy. Zaskoczyła mnie, nie myślałam, że zada takie pytanie.
– Nie mam czasu – odparłam po chwili zastanowienia. – Poza tym nie lubię odwiedzać tego miejsca. Tam nie ma Louisa. Doskonale wiesz, że to tylko nagrobek. W wypadku spłonęło auto razem z jego ciałem – przypomniałam jej z bólem w sercu.
Nienawidzę kłamać. A właśnie to robię… To była oficjalna wersja dla wszystkich. Louis z pomocą Gabriela bardzo łatwo zaaranżował wypadek, nie krzywdząc przy tym nikogo. Nie mogli na to pozwolić.
– Rozumiem – mruknęła pod nosem mama. – Ale to twój mąż.
– I uwierz, że o nim pamiętam – przerwałam jej, bo wiedziałam, że chce coś jeszcze dodać. – Moja pamięć o nim jest w moim sercu, a nie na nagrobku. Mamo, to zupełnie co innego, niż z tatą. Tata leży w grobie, jest tam. A Louisa nie ma. Nie chcę więcej o tym rozmawiać. Zaraz zawołam Thomasa na obiad – dokończyłam i poszłam na górę.
Na moment przystanęłam na korytarzu przy zdjęciu, gdzie Louis obejmuje mnie od tyłu. W białej sukni opieram się o jego tors. Uśmiechnęłam się pod nosem, powoli uspokajając. Wrócisz do mnie i nie będę musiała cię wspominać – pomyślałam.
– Tom. – Weszłam do pokoju, niosąc szklankę. – Proszę. – Podałam bratu picie. – Zaraz zejdź na obiad. Świetnie ci idzie. Pomóc?
– Usiądź na tyłku – machnął na mnie ręką i wypił na raz całą pepsi.
Zaśmiałam się, odbierając od niego pustą szklankę. Opuściłam pokoik, ale nie zeszłam na dół. Ruszyłam do sypialni. Podeszłam do biurka, bo coś mi kazało to zrobić. Przeczucie? Pewnie tak. Szklankę ostrożnie odstawiłam na blat i pochyliłam się nad piosenkami. Moją uwagę przykuł tekst, który wcześniej nie leżał na górze. Pamiętałabym to, bo wiele razy zerkałam na biurko. To niemożliwe, by kartka sama położyła się na wierzchu. Mama nie wchodziła do tego pokoju, Thomas tym bardziej. Po co? Nie był ciekawskim chłopcem. Wzięła m kartkę do ręki i przeczytałam tekst, siadając na łóżku.
„Odległość jest karą, samotność mnie dręczy. Umieram każdą kolejną cząstką siebie. Kochanie, wrócę.” Pierwszy wers był dla mnie, jak początek listu. Nie musiałam wiedzieć, co będzie dalej, to był jasny przekaz od mojego męża. Nie miałam pojęcia, czy mógł to napisać wcześniej, czy może teraz. Nie rozmawialiśmy o postaci niewidzialnej. Mógł nią być? Jako Anioł Stróż pojawiał się na Ziemi, ale nie żył tu. Zdawałam sobie z tego wszystkiego sprawę i byłam coraz bardziej zaskoczona. Albo zszokowana. Wystarczyło usiąść na chwilę, a w głowie układałam elementy wszystkiego, co się działo. Znaki? Otwarte okna? Nie wariowałam, to nie był przypadek. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując łzy na policzkach.
– Obyś szybko wrócił – szepnęłam cicho, a palce zacisnęłam na białej kartce papieru.
Aimee
            Dokładnie wytarłam ostatnią szklankę, którą przed chwilą wypełniała bursztynowa whiskey. Odstawiłam naczynie na blacie i odłożyłam ściereczkę na miejsce. To chyba tyle na dziś. Jacob – barman, z którym pracowałam – ustawiał krzesła na stoły, by rano móc z łatwością zetrzeć podłogę. Było co sprzątać, gościom często rozlewał się alkohol, a okruszki chipsów i innych zapychaczy, wdzierały się między deski. Kolejny dzień pracy dobiegł końca i odczuwałam ulgę, bo mogłam już wracać do domu. Osiem godzin za ladą to dosyć dużo. Zwłaszcza, że wieczorem zaczynał się największy młyn, a wtedy byłam już zmęczona. Jednak nie mogłam tak marudzić – dostawałam wypłatę na czas. To się dla mnie liczyło. Inaczej nie przeżyłabym od pierwszego do pierwszego. Kiedyś może miałam większe ambicje, niż ścieranie blatu po klientach baru, gdzie siedzieli i wyżalali się po całym dniu w pracy, ale nie miałam wyboru.
            Byłam Aimee Laicaster, dobiłam do dwudziestki trójki, niańczyłam młodszego o rok brata i mogłam liczyć tylko na siebie. Zawzięta  ze mnie dziewczyna, nie powiem. Moja historia była jak każda inna. Nie pamiętałam ojca, wychowywała mnie matka. Mnie i mojego brata. Nie narzekaliśmy, mieliśmy miłość, dom i jedzenie. Mogłabym się rozczulać, opisywać cudowne dzieciństwo, ale nie pamiętam już, jak to być dzieckiem. Dosyć szybko musiałam dojrzeć i wziąć sprawy we własne ręce. Mama pracowała na kilka zmian, ale i to przestało wystarczać, gdy staliśmy się nastolatkami. Coraz więcej wydatków ciążyło na jej barkach, więc… więc musiałam pomóc. Na początku uczyłam się i pracowałam dorywczo, lecz nie przynosiło to skutków. Nie nadążałam za materiałem w szkole, co przyczyniło się do słabszych ocen. Mama chciała, bym się uczyła, ale przerwałam to, wiedząc, że nie ma sensu. Tak, rzuciłam szkołę i nie czuję się dumna z tego powodu, po prostu nie miałam wyjścia. Życie czasami stawia nas przed trudnymi wyborami. Pozostawia wyjście ewakuacyjne oknem, ale czy skakanie z szóstego piętra może coś uratować? Zajęłam się pracą, pieniądze poświęcałam na mnie, na mojego brata i na ubrania. Rachunki i jedzenie przejęła mama. Lennox był typem chłopaka sportowca, więc jego pragnienia obejmowały treningi piłki nożnej, a to też kosztowało.
            Nigdy nie było kolorowo, ale też nigdy nikomu nie zazdrościłam. Z całej tej sytuacji, mogłam wnioskować, że bywa gorzej. Ludzie nie mają gdzie mieszkać, nie mają pieniędzy, są chorzy, bez rodzin. A ja? Miałam mamę, brata i dom. Mały, zniszczony, ale zawsze to był dom, do którego wracałam i czułam bezpieczeństwo. Nie patrzyłam daleko w przyszłość i niczego nie planowałam, bo losu nie da się przewidzieć. Co będzie za tydzień? A co jutro? Nie wiem.
            Kiedy Lennox skończył szkołę zaczęły się problemy. Mógłby iść na studia, stypendium opłaciłoby to wszystko. Był zdolnym chłopakiem z ambicjami. I wiecie, co? Nawet ci, którzy mają poukładane w głowie, mogą wpaść w kłopoty. Lennox wszedł w złe towarzystwo. Chłopcy, którzy imprezują, bawią się nie byli żadnym zagrożeniem i to nie o nich chodziło. Mój brat zaczął brać. Kupował narkotyki, które złudnie dodawały mu odwagi i siły, by chodzić na treningi. To działo się tylko w jego głowie, nie pomagało, wręcz spowodowało to, że stracił możliwość gry, a o studiach mógł zapomnieć. Uzależnienia nie da się ukryć, w pewnym momencie ono wyjdzie i pokaże, kim się stajesz. Lennox przegrał i zaczął się staczać, a ja bezradna nie mogę mu pomóc. Każde moje słowo uderza w niego, jak o ścianę, bez efektu. Mama? Och, dobrze, że jest zapracowana i nie może o tym tyle myśleć. Od trzech lat mój brat jest narkomanem, który zrobi wszystko, by zdobyć pieniądze na towar. Pomoc? Istnieje pomoc, ale on musi tego chcieć, musi wiedzieć, że dalsza ucieczka w ten chłam, nic mu nie da.
Mój brat postradał zmysły, nie chciał słuchać i wszystko stało w miejscu. Ja nie znajdowałam innego miejsca niż bar, on nie myślał o wyprowadzce, a mama wciąż miała dużo pracy. Na razie żadne rozwiązanie nie przychodziło mi do głowy, chociaż z wielką chęcią wepchnęłabym Lennoxa do ośrodka i tam zamknęła.
Westchnęłam, przebiegając palcami po włosach i chowając wychodzące kosmyki w kucyk. Byłam zmęczona, a dołowałam się dodatkowo problemami. O nich nie można myśleć, je trzeba rozwiązać. To jeszcze nie ten moment. Wyszłam na zaplecze, żeby zabrać swoje rzeczy. Tam na chwilę mogłam odetchnąć od smrodu papierosów zmieszanego z alkoholem. Moje ubrania przesiąkły tym po tylu godzinach. Byłam niepaląca, więc ten zapach po całym dniu, aż mną wzdrygał. Co do alkoholu – da się przyzwyczaić. Założyłam skórzaną kurtkę i sięgnęłam po torebkę. Wygrzebałam z niej telefon i z nim w ręce, wyszłam.
– No chyba sobie jaja robisz – powiedziałam, widząc jak mój brat zajmuje miejsce przy barze.
Siedział skulony, na nosie miał czarne okulary i dobrze wiedziałam, że był pod wpływem narkotyków.
– Daj mi coś mocnego – uśmiechnął się leniwie i pokręcił głową. – Proszę?
Spojrzałam na Jacoba, który niestety, jeszcze nie wyszedł z baru. Wzruszył ramionami i zostawił nas samych, idąc na zaplecze.
– Idziemy do domu – warknęłam, łapiąc Lennoxa za ramię. – Rusz się, nie będziesz pił.
– Oho, siostrzyczka bawi się w mamusię. Odpierdol się, co? Chcę coś mocnego, ale nie potrzebuję niańki! – wykrzyknął, szarpiąc się ze mną. Odepchnął mnie tak, że uderzyłam plecami o blat baru.
Jęknęłam z bólu i przymknęłam oczy. Wzbierał się we mnie jeszcze większy gniew i byłam bliska tego, by przyłożyć bratu.
– Dawaj to, co masz w kieszeniach – wycedziłam przez zęby. – To nie jest pieprzona zabawa, nie masz pięciu lat. Daj mi dragi – wyciągnęłam rękę.
Lennox spojrzał na mnie i wybuchnął śmiechem. No tak, teraz go wszystko bawiło, a mnie zaczęło za to irytować. Miałam dość tej dziecinady. Tyle lat się z nim użerałam, stawiałam do pionu, ale on za każdym razem przegrywał walkę i wymykał się do „przyjaciół”, którzy wprowadzali go w świat otępienia.
– Walniesz mi kazanie? – spytał, przeczesując włosy.
Odwrócił się i wszedł za bar. Chwiejnym krokiem podszedł do półki z alkoholem. Nie pozwoliłam mu po nic sięgnąć, bo złapałam go za rękę i siłą odciągnęłam. Pracowałam tutaj i nie miałam zamiaru ponosić kosztów za brata.
– Idziemy – warknęłam i wyprowadziłam go z baru.
Było mi ciężko pchać go do mieszkania, ale ponieważ był pod wpływem, w końcu się poddał. Szedł obok, nucąc coś pod nosem. Jego dobry humor wcale mi się nie udzielił. Wręcz przeciwnie. Wciąż byłam bliska rozszarpania go na strzępy. Kiedy już zaśnie, zamierzam go przeszukać. W mieszkaniu nie będzie żadnych narkotyków.
Weszliśmy do domu, w którym mama już była. Oglądała telewizję, leżąc na kanapie. Pchnęłam brata w stronę jego pokoju. Nie chciało mi się tłumaczyć zachowania Lennoxa przed mamą, a ta na pewno nie myślałaby później o niczym innym. Lepiej było nie denerwować kobiety.
– Jak w pracy? – spytała, gdy zdejmowałam buty i kurtkę.
Rzuciłam trampki pod ścianę, a ubranie odwiesiłam i usiadłam na fotelu, wyciągając nogi.
– Dużo ludzi. Nie mam siły, zaraz zasnę – mruknęłam, przecierając twarz. – A u ciebie? – spojrzałam na mamę.
Była kobietą szczupłą o długich, brązowych włosach, które farbowała, co miesiąc, by ukryć siwiznę. Wiązała je w koka, bo łatwiej było jej pracować. Dopiero w domu rozpuszczała włosy i zmywała makijaż. Choć miała dopiero czterdzieści pięć lat, wyglądała na trochę więcej, a to wszystko przez stres, pracę i zmęczenie.
– Nie było najgorzej. W sumie szef dał nam małą podwyżkę, to zawsze coś. Odłożyłam na konto. To są pieniądze dla ciebie, na twój nowy start za jakiś czas. Zasłużyłaś na to, córeczko. Będę oszczędzać i… - przerwałam mamie.
 – Przestań – westchnęłam. – Umiem sobie radzić i teraz też dam radę. Moim zmartwieniem jest Lennox i na razie próbuję mu pomóc, ale nie wychodzi.
– On znów… Tak? – spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach, na co jedynie kiwnęłam głową. – Pójdę do niego. Porozmawiam. Boże, co on wyprawia – jęknęła, podnosząc się z kanapy.
Nie chciałam mówić, że rozmowa nic nie da. Mama i tak poszła do jego pokoju, a ja wbiłam wzrok w telewizor. Na stoliku stała otwarta butelka piwa. Sięgnęłam po nią i napiłam się, oglądając denny romans. Takie związki bywają albo w filmach, albo w książkach. Raczej nie spotkam w swoim życiu księcia z bajką, małe szanse. A szkoda…


Poznajecie Aimee, mam nadzieję, że ją polubicie, bo będzie jedną z głównych bohaterek. Musiałam poszerzyć fabułę, nie mogłam skupiać się tylko na Baby i Lou. Byłoby strasznie nudno. Louis pojawi się w swoim czasie, bądźcie cierpliwi i komentujcie. Komentarze motywują :).

11 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. http://opowiadanie1dpati.blogspot.com/ zapraszam do mnie jest pierwszy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zakochałam się w 365days ♡ ♡
    A jak dowiedziałam się że będzie druga część dosłownie skakałam z radości :D
    Ta historia jest cudowna i nadaje się na książkę.. więc gdy tylko to opowiadanie trafi na półki księgarni będę pierwszą osobą która ją kupi ;D <3 życzę ci duużo weny oraz abyś nie zmarnowała swojego talentu do pisania. Czytam wszystkie twoje opowiadania i choć ich nie komentuje to jestem na bieżąco z wszystkimi rozdziałami :)

    Weronika

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyno masz niesamowity talent *-*
    Tak przyjemnie mi się to czytało, że nawet nie wiem kiedy, przeczytałam wszystkie poprzednie rozdziały :*
    Czekam na nexta ;)
    Pozdrawiam Little Princesss :*
    Zapraszam do mnie: http://jb-justin-bieber-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń